beton.

upał daje się dość mocno we znaki… dlatego wczoraj odbyliśmy rajd po sklepach w celu znalezienia odpowiedniego parasola na taras… i o ile parasol znaleźliśmy, ładny, dość tani i duży :) o tyle znalezienie podstawki pod parasol w przystępnej cenie – graniczy z cudem… wszystkie są droższe niż sam parasol :/dlatego dziś postanowiłam, że taką podstawkę zrobię sama… pomysł mam, część półproduktów także – dokupić musimy tylko beton :) więc jak dobrze pójdzie jutro się pochwalę betonowym hendmejdem ;) a musi się udać, bo jutro zaprosiliśmy gości na grilla, więc nie wyobrażam sobie, że nie będziemy mieć parasola :)

w czwartek dotarła też do mnie paczka z różnorakimi półproduktami do produkcji bransoletek i broszek… mam kilka pomysłów, które czekają na zrealizowanie…

część zrealizowanych pomysłów będzie w odcieniach granatu i naturalnego drewna – takie morskie klimaty ;)

a część w biało-czarnym klimacie, bo mnie wciągnął…

zmykam do prasowania póki Po śpi, bo zaraz się obudzi i trzeba będzie zajmować się budowlanką klockową ;)

 

Reklamy
beton.

dwa lata wstecz

dziś dla mnie szczególny dzień…  równo dwa lata temu zrobiłam test ciążowy :) w przerwie meczu Hiszpania-Portugalia (trwał wtedy mundial)… meczu już nie do oglądałam ;) były łzy, radość, strach…
byliśmy w trakcie finalizacji sprzedaży naszego mieszkania i na etapie kupna obecnego, ja miałam od 1 lipca iść do pracy… a tu bach! taka niespodzianka… bałam się co to będzie, jak my sobie poradzimy… niby tak oczekiwane były te dwie kreski, a jednocześnie pojawiły się w tak najmniej oczekiwanym momencie… a jednak wszystko się poukładało, najlepiej chyba jak mogło, dlatego dziś z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że dziecko ZAWSZE wprowadza nasze życie na właściwe tory…

ciąża to był cudny czas mimo wszelkich moich dolegliwości, a miałam ich sporo – myślę, że spokojnie kilka ciężarnych obdzielić bym mogła ;) mimo wszystko chętnie bym to powtórzyła ;) bo cały czas liczę na to, że każda ciąża jest inna i ta kolejna będzie idealna…

potem poród, w sumie też bardzo miły :) dużą rolę odegrał tutaj eM, który mi dzielnie towarzyszył, a który twierdzi, że drugi raz już tego przeżywać nie chce :) jak on się biedny denerwował ;) dziś to mi się już z tego chce śmiać, ale wtedy do śmiechu nie było mi wcale…

w każdym razie bardzo, ale to bardzo chciałabym zobaczyć te magiczne dwie kreski jeszcze raz – przeżycie nie do podrobienia… podobnie jak pierwsze chwile z Małym Człowiekiem – tu Po ma całe dwa dni :)

 

dwa lata wstecz

wakacje.

Gdybym miała jakieś 15 lat mniej to pewnie na jutrzejszy dzień czekałabym z utęsknieniem od jakiegoś czasu… ale niestety nie mam, więc w sumie jutrzejszy dzień będzie dla mnie jak każdy inny…

Mimo wszystko marzą mi się wakacje takie z prawdziwego zdarzenia… takie z morzem, piaskiem, słońcem i bezkarnym lenistwem… ostatnie nasze takie właśnie miały miejsce dwa lata temu… nasz podróż poślubna do Hiszpanii… było cudownie… mniej więcej tak:

kolejne wakacje upłynęły nam pod znakiem oczekiwania na Po, więc nie w głowie nam były wojaże… ja prawie cały początek przeleżałam plackiem, nie było więc nawet opcji, aby gdzieś wybyć…

natomiast w tamtym roku Po była jeszcze malutka – wg mnie za mała na dalekie podróże, a nowe mieszkanie wessało wszystkie oszczędności, więc znowu zostaliśmy w domu…

dlatego tak bardzo w tym roku chcę gdzieś jechać… jednak z takim wyjazdem wakacyjnym wiąże się szereg moich obaw… boję się bardzo lotu samolotem z Po… jedno to jej choroba lokomocyjna, drugie to jej nieumiejętność usiedzenia na dupce dłużej niż 10 minut :/ wiem, że nie ja pierwsza mam taki problem, a jednak rodzice jeżdżą z dziećmi na wakacje… mimo wszystko wakacje z dzieckiem to nie to samo co beztroski wyjazd we dwoje… i już teraz o tym wiem, a nawet jeszcze nie ma pewności czy gdzieś nam się uda wyjechać ;)
stawiamy na Bułgarię – bo po pierwsze podróż najkrótsza, po drugie zawsze chciałam tam lecieć, a po trzecie plaże mają podobno idealny piasek dla dzieci :)

trzymajcie kciuki więc za nasze tegoroczne wakacje :)

 

 

wakacje.