świętowanie.

nic szczególnego na wczorajszy dzień nie planowaliśmy… chcieliśmy go spędzić w swoim gronie, ciesząc się tym, że możemy być  razem… trzy lata temu o takim wybornym towarzystwie nawet nie marzyliśmy… a dziś innego towarzystwa i kompana do wszelakich świętowań nie wyobrażamy sobie :) zdecydowanie – Po to najpiękniejszy, najbardziej wyczekany i wymarzony prezent jaki nam te trzy lata przyniosły… dlatego w grę wchodziło tylko małe świętowanie w naszym gronie… z resztą wydawało nam się, że nikt o tym Naszym Dniu nie pamięta…dlatego wielkie było nasze zdziwienie, gdy kurier przyniósł nam wieeeelki bukiet kwiatów… myślałam, że to eM mi chciał zrobić taką niespodziankę, ale on był równie zdziwiony jak ja… otworzyliśmy bilecik… Ala – nasz świadek… ona pamiętała… wybadała tylko dzień wcześniej delikatnie, kiedy można kwiaty dostarczyć… a ja nic się nie domyśliłam…  łzy mi aż w oczach stanęły… bo Ala to taka nasza Alicja z Krainy Czarów… już nie raz nam „poczarowała” … dziękujemy :*

korzystając z okazji, że eM nie musiał nigdzie jechać w sprawach służbowych, co zdarza się niezwykle rzadko zrobiliśmy sobie mały spacerniak…

a na koniec dnia eM zamówił pizzę z paprykową trójeczką na środku ;) ot taki mały drobiazg a ucieszył :)

uwielbiam tą naszą codzienność, codzienność ważnych dni także…

świętowanie.

skórzana rocznica.

dzisiaj mija nam kolejna rocznica naszego ślubu…
bardzo lubię wracać pamięcią do tamtego dnia, bo jakby na to nie patrzeć był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu… był  dokładnie taki jak sobie go wymarzyłam, piękny ślub u podnóża Tatr a potem zabawa do białego rana, kilka dni później wymarzona sesja w górach… i choć lało okrutnie, a ja byłam cała zmarznięta, bo do ślubu jechaliśmy góralskim landem to i tak wspomnienia mamy bardzo ciepłe :)

wiem, że kilka osób czekało na te zdjęcia, więc mam nadzieję, że zaspokoiłam ciekawość :)

skórzana rocznica.

Iluzja.

Już jakiś czas temu powstał na tamie w Niedzicy trójwymiarowy obraz… do tej pory oglądałam go tylko na zdjęciach, w końcu udało nam się zobaczyć tę iluzję na żywo… i… na  żywo to nic szczególnego – trochę mazów na betonie i tyle… dopiero jak się stanie w odpowiednim miejscu, popatrzy się przez obiektyw aparatu wyłania się z tych mazów obraz… ciekawe doświadczenie nie powiem… pech nasz był tylko taki, że zanim tam dotarliśmy lał deszcz, więc kałuże powstałe na obrazie trochę przeszkadzają w odbiorze i odbierają urok…

Po na początku nie bardzo wiedziała o co chodzi, patrzyła, patrzyła…

ale w końcu obcowanie tak bliskie ze sztuką chyba jej przypadło do gustu, bo włączył się jej mały świrek :) wszak nie zawsze mozna pobiegac tak po prostu po obrazie ;)

i jeszcze coś z podsłuchanej rozmowy – rzecz się dzieje na rzeczonej tamie – pewna pani mówi do pewnego pana – patrz jakie fajne…! – pan patrzy, ogląda się, rozgląda – co fajne? – no dziecko fajne!

No więc fajnie, że nie tylko ja uważam że mam fajne dziecko :)

Iluzja.