koniec.

zostało  mi w sumie 1,5 dnia urlopu… ale nie smucę się wcale… pakuję powoli nasze rzeczy i już się cieszę na powrót do domu… inaczej miał wyglądać nasz tegoroczny urlop, ale nie udało się… wspólnie, całą rodziną spędziliśmy raptem kilka dni… nie dało się zgrać tak urlopów, żebyśmy mogli wyjechać gdzieś dalej, do tego Po nie jest fanką podróży dalekich… 30 minut – tyle może wytrzymać w samochodzie bez chwalenia się tym co przed chwilą zjadła… jeśli podróż się przedłuża mamy problem, wysiadamy, oddychamy, ale na nic się to zdaje… ona już jest nerwowa, więc fotelik jest samym złem, a ja najchętniej wracałabym już wtedy do domu i mam w nosie wszystkie wyjazdy… liczę jednak, że będzie coraz lepiej i może w zimie zaliczymy jakąś wyprawę marzeń :) a teraz cieszę się z tego, że chociaż mogłam pobyć w górach, w miejscu które kocham, z ludźmi którzy są dla mnie najważniejsi… i choć pogoda też nie dopisała i wszystko ogólnie sprzysięgło się przeciwko nam to i tak uważam że akumulatory naładowałam należycie… mam ochotę w poniedziałek wrócić do pracy a to już o czymś świadczy :) w ogóle tęsknię już za normalnością, zwykłym trybem dnia, naszym małym mieszkankiem…

ale póki co wracam do wczorajszego spaceru…

Reklamy
koniec.

20 uwag do wpisu “koniec.

  1. kaacee pisze:

    Ale ładne widoczki! A to drugie zdjęcie, gdzie Po siedzi na płocie i cudnie się uśmiecha- najpiękniejsze:)) Ona w ogóle jest tak słodka, że powinna zdobić kalendarze, albo występować w reklamach:)))
    Doskonale Was rozumiem,bo też urlop spędziłam w domu (taki mus) i poza krótkim wypadem w góry nie mam czego wspominać.. Ale „nie płaczmy, że się skończyło, cieszmy się, że było”… Czy jakoś tak:))
    Pozdrawiam bardzo, bardzo:)))

    1. o tych reklamach to chyba musimy pomyśleć, bo wiele osób zwraca nam na to uwagę ;) może z grzeczności, ale jednak ;)

      też byłaś w górach? no to witaj w klubie górskich kozic ;D

      Buziakujemy i cieszymy się, że jesteś :*

    1. tak, pociągiem można na koniec świata, z tym, że tam pociągi nie zawsze jeżdżą ;) Bułgaria się nam marzyła w tym roku… ale najpierw przeprawa kilkugodzinna na lotnisko, potem samolot, potem autokar… no nie wytrzymalibyśmy tego, niestety :( sama do niedawna ciężko znosiłam podróże, więc wiem co się wtedy czuje… dlatego siedzimy w domu i jeździmy palcem po mapie :)

      1. Ja tez mialam chorobe lokomocyjna i wlasnie zawsze jezdzilismy pociagiem. Po calej Polsce. W autobusach lykalam tabletki. Moze obecnie sa jakies srodki lub triki na przechytrzenie autobusu tudziez auta? A myslisz, ze samolot tez nie wchodzilby w rachube, gdyby udalo sie bezproblemowo dojechac na lotnisko?

  2. są środki, pełno tego, tylko wszystko od 3 roku życia :/ więc nie chcę jej faszerować… a samolot? powiem szczerze, że chyba tego bałabym się z nią najbardziej, bo nie należy ona do dzieci, które potrafią w miejscu usiedzieć ;)
    mimo wszystko już podjęliśmy decyzję, że jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli w zimie wybierzemy się na jakąś wycieczkę, gdzie w grę będzie wchodził samolot… musimy sprawdzić, bo inaczej się nie przekonamy nigdy, ale dzisiaj na samą myśl już mi słabo :)

    1. A ktore dziecko potrafi usiedziec w miejscu? :D Juz nie takie dzieci lataly i dolecialy. Dobrze, ze sie zdecydowaliscie! Tylko wybierzcie na poczatek bliski cel.

  3. Oh, ile ja się nacierpiałam na chorobę lokomocyjną! Minęło mi dopiero, gdy sama zrobiłam prawo jazdy… czyli byłam już dorosła :| Nawet 10 minut w autobusie miejskim mnie wykańczało. Jedyne, co pomagało, to coca cola- świeża, zimna, gazowana, kilka łyków, tak, by „się odbiło”. Bez coli nie ma życia w samochodzie :|

      1. Co do Poli- święta prawda! ;) Co do Alicji: gdybym sama tak nie miała na imię, dałabym je swojej córce… ale z tą urodą to już różnie bywa ;)

    1. ta mina to jej ostatni hit ;) chodzi tak cały czas i ciężko zrobić zdjęcie BEZ TEJ MINY :D
      ps. też mnie rozwala ;) a jak jej robię taką samą to ona śmieje się w głos, więc chyba też się jej podoba ;)

  4. Śliczne zdjęcia!! I znowu tak piękna koszulka ;)
    Ja też miałam chorobę lokomocyjną i czasami pomagały mi leki no ale moja choroba ukazała się jak miałam około 5 lat więc wtedy już można mi było coś dać. Na szczęście 10 lat później dała mi już spokój ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s