niezwykła wizyta.

Zerkam w niedzielę za okno, a tam nasz bezkres pokryty śniegiem, tak cudnie mieni się w słońcu… zerkam na Po, nos czerwony, z nosa cieknie, do pasa prawie sięgające gluciory, a do tego kaszel – towarzysz nieodłączny… prasuję biały bieżnik, układam świecie, szukam kropidła i cały czas myślę – iść? nie iść? sanki? ciepła kołderka?

dość mam już siedzenia w domu i tego, że Po ostatnio ze świeżym powietrzem spotyka się w drodze do lekarza lub podczas powrotu do domu od babci… ubieramy się więc i niech się dzieje co chce… oczywiście wybieramy miejsce odludne, bo już widzę spojrzenia starszych (i nie tylko) pań, które usłyszą kaszel Po… a trzeba wiedzieć, że Po kaszle jak gruźlik zawodowy choć nim nie jest… dlatego też zajęcia w Klubie Maluszka zawiesiłyśmy, bo chociaż wiemy, że zarazić nie możemy to już dość mam tłumaczenia co się dzieje… po wielkiemu cichu jednak liczę na to, że w ciągu kolejnych dni będzie na tyle dobrze, że będziemy mogły iść na Bal Karnawałowy… na pierwszy poważny bal małej Po… ale nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość, wszak może się jeszcze wszystko zmienić kilka razy… wróćmy więc do niedzieli…

wszyscy gotowi? no to idziemy!

1

Po zachwycona jest sankami do tego stopnia, że chyba w lecie trzeba będzie przymocować im kółeczka i tak się będziemy poruszać…

2

mamy też małe saneczki, na których podróżują misiaki – podróżniki…

3

4

5

jeden szał radości to sanki drugi to śnieg… dotykać Po go nie lubi, a jak już się zdarzy spotkanie bliskie to krzyczy, że zimno, że mokro, że dlaczego mamusia nie trzyma i bam się robi? za to śnieg podrzucany do góry to już jest coś, to jest szał, to jest eksplozja radości rzadko spotykana… wtedy może już dotykać, wtedy nie jest zimny ;)

6

7

8

9

zaczyna się jednak robić coraz zimniej, a Po do amatorów mrozu nie należy, pora więc do domu wracać, a w domu czekać będą nas odwiedziny, o których Po jeszcze nie ma pojęcia, ale już wie coś się będzie święcić ;)

10

z obserwacji moich wynika, iż należymy do tych nielicznych już, którzy kolędę przyjmują… przyjmujemy z wielu powodów, ale nie o tym chciałam napisać… chciałam napisać o tegorocznej, bo wydaje mi się być bardzo wyjątkowa… i nie to w niej wyjątkowe, że czekaliśmy na nią dzień cały tracąc już cierpliwość powoli, ani nie to, że świeczek w końcu zapomnieliśmy zapalić, ani nie to, że u nas jak zwykle zamieszanie, bo pies szczeka, Po się chowa za mamą…

przyszedł do nas ksiądz, a nawet nie ksiądz a diakon w trampkach – czym już na wejściu zapunktował mi osobiście ;) rozmowa kleiła się od początku, bo jak to później przyznał od początku wiedział do kogo przyszedł… „jesteście artystami?” pytanie normalne, ale w ustach księdza jakże dziwnie brzmi… „telewizora na sztaludze nie widziałem jeszcze u nikogo… fajnie!”… „a jakie ładne zdjęcia” … od słowa do słowa okazało się, że ksiądz zanim księdzem postanowił zostać, skończył formy przemysłowe na ASP :) że prawie w jednym wieku jesteśmy… że… no w każdym razie podbudował moje ego dość mocno zwracając uwagę na szczegóły, których inni nawet nie dostrzegają wchodząc do mieszkania… na szczegóły nad którymi ja siedziałam godzinami, aby stworzyły one spójną całość… na szczegóły, które dla większości są nieistotne zupełnie… na szczegóły na widok, których co niektórzy pukali się po głowach… niezmiernie miła była to kolęda i pierwszy raz w życiu było mi jej mało, bo naprawdę mogłabym z tym księdzem godzinami rozmawiać, bo widziałam, że fioła miał bardzo podobnego do mnie ;)

Reklamy
niezwykła wizyta.

25 uwag do wpisu “niezwykła wizyta.

  1. basiar pisze:

    uwielbiam do Was zagladać:)
    od razu mi lepiej:)
    i mam nadzieję, że PO w koncu pozbedzie się tego paskudztwa obrzydlistwa… a sio!
    fotki jak zwykle swietne!:)
    buziaki i drapanko:)

  2. gosik pisze:

    u nas rowniez sanki to nr jeden,snieg uwielbiamy i zimna sie nieboimy no moze ja tak :) choroba nam powoli odpuszcza,cos ciagle doktorka slyszy…ale spacer obowiazkowo bo to jak dla mnie zdrowsze od czterech scian( oczywiscie w krytycznych przypadkach siedzimy uziemnione) Madzi jeszcze zdarzy sie zakaszlec,szczegolnie jak wejdziemy do cieplego i wtedy widze te spojrzenia jaka ze mnie zla matka…
    A co do koledy to my na nia czekamy do czwartku,mloda juz poinformowana cieszy sie na ta wizyte(choc pewnie nie dokonca kuma co i jak)ale co i rusz powtarza „szczesc boze” :) a pamietam jak opisywalas swoje historie w kosciele,u nas jest tak samo ale sie nie poddaje,jedzonko na zapchanie buzi ale i to juz niepomaga…nawet juz raz starszy dziadek sie na mnie wydarl na caly kosciol ze to nie sala gimnastyczna,no coz Madzik sobie tanczyl;) pozdrawiamy

    1. Ja też jestem z tych co jednak spacer wybierają niż zamknięcie w domu, ale po ostatnich naszych przejściach to boję się ryzykować za mocno… dlatego 10 razy się zastanawiam zanim wyjdziemy z domu na mróz ;) Cieszę się, że u Was też już lepiej…

      a w jakim wieku jest Madzia?

      o dziwo nasza Po ostatnio na mszy zasnęła ;) a nie śpi już w ciągu dnia wcale, więc zrobiła nam niespodziankę ;) innym razem znowu całą godzinę układała sobie zwierzątka duplo na posadzce i też zleciało… więc jest nadzieja, że wyrośnie z niej poprawna katoliczka ;)

      1. gosik pisze:

        Madzi 3 skonczyla 28m wiec juz duza dziewczyna :) u nas juz niema mowy o spaniu,bo my to juz nawet bezwozkowe….teraz czesto opuszczamy gdy jest chora ale jak juz mozemy to sobie nieodpuszczam bo wierze ze kiedys bedzie juz idealnie a i lepiej przyzwyczajac do kosciolka od malego bo ogolnie to ona lubi chodzic na msze a szczegolnie do ks;) a tak mi sie przypomnialo,ze kiedys jak wszyscy klekalismy Madzik obserwujac to zaczela sobie spiewac „uli,ulijanko kleknij na kolanko”:D

  3. Karolcia pisze:

    Jak ja wam zazdroszczę takich widoków z okna, tego bezkresu…chętnie wybrałabym się z moim Olim na spacer na sanki :)jednak spacery musimy odpuścić bo synio chory :(ale damy radę.A te saneczki dla misiów cudne ;) (chętnie i ja bym takie nabyła)pozdrawiam
    p.s.czy można u Ciebie zamówić takiego misia?

    1. Saneczki kupiłam w rossmannie – były częścią zestawu kosmetyków ;) kosmetyki rozdałam, a saneczki nam zostały, Po je uwielbia, układa na nich misie i ciągnie je po pokoju ;) alternatywa wózka, powiedziałabym że nawet ostatnio bardziej udana :D

      a misia nie to że można, nawet trzeba ;) pomyśl jakie kolory by Was interesowały i będę działać :)

      Pozdrawiamy życząc zdrówka!

  4. Gosik ale się uśmiałam z tego kolanka ;) dzięki ;)

    Po skończy 24 lutego dwa latka, więc nie ma dużej różnicy wieku między dziewczynami naszymi, a jakoś tak zdawało mi się, że jest…

  5. inessa pisze:

    Saneczki wymiatają po prostu!!!
    Fotki tez podziwiam stale i wciąż :)))
    Jak Po się uśmiecha to już dobrze wróży :D
    A na wizytę czekamy i my do następnej soboty ;))
    :***

    1. a wiesz, że miałam do ich zakupu aż 3 podejścia? ;)
      pewnie, że dobrze wróży – uśmiecha się i ładnie śpi to dla mnie wyznaczniki zdrowia ;)

      buziaki feriowicze ;) ;*

  6. No popatrz jakie życie jest okrutne, człowiek musi diakona do domu zaprosić, żeby w końcu móc sobie powiedzieć – KTOŚ SIĘ NA MNIE POZNAŁ :)

    dziękujemy – szalik przeleżał w szafie aż w końcu stwierdziłam, że Po wygląda w nim nieźle i dostała w spadku po mamie…

  7. haha, no nieźle :) ale wiesz, tak sobie myślę, że dobrze, że są jeszcze tacy normalni księża-diakoni, z którymi można tak o zwykłym życiu pogadać :) a że u Was zawsze pięknie jest, to już po zdjęciach tu zamieszczanych widac!
    A misia chcę, chcę…jak najbardziej! Ale nie chciałabym zabierać Ci cennego czasu, który spędzasz Po… więc może tak po malutku, jak będziesz miała duużżżooo wolnego czasu, to będziesz szyła? tak po kawałku, aż kiedyś zrobi się z tego cały mś:)

    1. Cici mnie najbardziej cieszy to, że ten ksiądz dopiero zaczyna swoją „karierę”, więc to taka dobra wróżba na przyszłość (o ile w przypadku księdza o wróżbach można mówić)… skoro dzisiaj tak „fajnym” księdzem już jest i potrafi zachęcić do siebie, do Kościoła to myślę, że w miarę upływu czasu będzie tylko lepiej…

      a jeśli chodzi o misia to sprawa jest bardzo prosta, bo ja mając Po przy boku nie mam szans niczego zrobić, więc czas poświęcony jej na tym nie ucierpi ;) napiszę maila do Ciebie – tak będzie łatwiej :)

  8. gdyrozumspi pisze:

    Ja to od kilku lat unikam wizyty Księdza. A jakoś nie kojarzą mi się z czymś miłym nie wiem jakoś tak :P A może Po ubrać w kombinezon?? to może „bam” by ją jakoś nie przerażało na śniegu.. tak sobie tylko gdybam. Po obserwacjach „swoich dzieciaczków” jak jestem z nimi w ogrodzie. ;)

    1. Ja też kiedyś unikałam jak mogłam, ale chyba „dorosłam” do takich wizyt ;)
      No i teraz się przyznam – Po nie ma kombinezonu :D ale to dlatego, że go nie potrzebujemy… jak widzisz jest z tych dzieci, które rzucanie do śniegu uważają za samo zło i unikają tego jak ognia… ją najbardziej „boli” jak się jej śnieg do rączek przykleja… a rękawiczki to wróg nr 1 i niełatwo ją do nich przekonać… myślę jednak, że w przyszłym roku będzie chyba bardziej rezolutna i wpadnie na pomysł brodzenia w śniegu po pas i wtedy kombinezon będzie niezbędny… na razie jednak ona chodzi po ścieżkach, na których śnieg udeptany i ani myśli wybierać się dalej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s