nic się nie zmieniło…

Rozwieszam na suszarce ubranka, w których Po występowała zaraz po urodzeniu… Po wyciąga po jednym z pralki, przygląda się każdemu z osobna i krzyczy „POLCIA MAŁA BYŁA. TO POLCI”… przykładamy do brzuszka Polciowego bluzeczkę i porównujemy jaka teraz jest duża… Po dumna, że TAKA duża już… a ja myślę po cichu, że przecież malutka, że taka sama, że dla mnie cały czas taka jak dwa lata temu…

Dwa lata temu prałam te same ubranka, prasowałam, układałam równiutko w komodzie i myślałam sobie jakie to Moje Maleństwo będzie… w mojej wyobraźni była ciemno i bujnowłosą dziewczynką o zielonych, lekko skośnych oczkach po tatusiu… taka mała japoneczka ;) zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie nasze życie po pojawieniu się tego Małego Człowieka po tej stronie brzucha… a jednak dzisiaj z perspektywy tych dwóch lat patrząc, te wyobrażenia moje nie były nawet w połowie tak piękne jak piękna okazała się rzeczywistość :)

dostałam małą blondyneczkę o niebieskich oczach… jak? skąd? wybryk natury po prostu… najpiękniejszy jaki przyszło mi oglądać… a wraz z tą małą blondyneczką życie obrócone do góry nogami, chociaż cały czas mówiłam, że w naszym przypadku dziecko przecież nic nie zmieni… tia… zupełnie nic nie zmieniło…nic a nic… o naiwności moja!
wchodzę do łazienki… znowu potykam się o TATĘ (tata to ta największa kaczka – dla niewtajemniczonych)…chcę wyciągnąć proszek do prania, a tam znowu poukładane równiutko figurki duplo, bo przecież padał deszcz i się chowali… zbieram je więc po raz piętnasty tego dnia, żeby móc normalnie skorzystać z łazienki, cierpliwość powoli zaczyna się kurczyć… trochę się nawet denerwuję, bo przecież tyle razy tłumaczyłam, żeby mi tego na środku łazienki nie zostawiała… zbieram więc te zabawki sycząc pod nosem, wychodzę z łazienki i cała złość idzie w niepamięć… przecież ona taka mądra, piękna, idealna, moja… no jak się denerwować? no jak? nie da się po prostu… nie na nią… przecież to moje życie tylko troszkę poobracane… ale moje, to z marzeń…

bardziej kolorowe…

1

pełne zabawy i śmiechu…

2

zagracone…

4

z moją małą Po…

4

a tu dla porównania ten sam fragment naszej łazienki zaraz po naszej przeprowadzce… nic się nie zmieniło, prawda? ;)

5

Advertisements
nic się nie zmieniło…

23 uwagi do wpisu “nic się nie zmieniło…

  1. hahaha, nieee absolutnie nic :D:D:D
    o jakże ja też byłam naiwa… „ale będziemy żyć tak jak teraz, tylko z dzieckiem” „będziemy tak samo jeździć, tylko z dzieckiem” i jak ja się fochałam! na każdego, kto mówił mi, że będzie inaczej! :D

    niezła kolekcja kaczek ;) my na razie mamy dwie.
    ale…zaraz, zaraz… w jakim celu wyciągnęłaś z szafy te najmniejsze ubranka hę??? :P

    1. skąd ja to znam :D
      góry? no pewnie, że będziemy chodzić! Po do chusty i jedziemy… (cud że do Morskiego Oka doszliśmy raz)….
      Kraków? no przecież to tylko 100 km… wkładamy do fotelika i jedziemy (nie dotarliśmy ani razu, a wcześniej bywałam kilka razy w tygodniu)…
      i tak wymieniać bym mogła długo ;)
      z tym, że wtedy kiedy planowałam to nasze życie w trójkę nie myślałam, że tyle atrakcji dziecko zapewni mi w domu! jakoś nie odczuwam już większej potrzeby podróży, wypadów… wystarcza mi to co mam na miejscu… takie np. wyjście na sanki – czasami jest jak jazda bez trzymanki, więc po co mi więcej? :P

      ubranka? :D dla malutkiego chłopczyka, który za jakiś czas pojawi się na świecie… nie u nas niestety ;)

      1. Ach znam z autopsji.. My po feriach, niby nie daleko 70 km a jednak wyprawa życia. Hania w samochodzie nieznośna, po za nim też:) wózek be, sanki be, na tych swoich maleńkich nóżkach całą Szklarską przechodziła. I tak spacerek trwał 3 godz potem bunt na jedzenie, jeść nie spać nie (bo nowe miejsce ). A zabawki wszędzie w kuchni, samochodzie na komodzie i pod. Co posprzątam, coś ułożę zaraz zmienia miejsce ehhh. Ale kocham Ją tak, że mogę chodzić te 3 godz ta samą ścieżką, układać i tysiąc razy zabawki, latać z łyżką zupy po salonie, bo serce matki zniesie wszystko. Mój mąż mówi ze ja niezniszczalna jak terminator hehe. Pozdrawiam małą Po.
        p.s. Hani wyniki ok. czyli zostajemy w temacie alergii

      2. Czekałam właśnie na wieści od Was! i cieszę się, że u Was to jednak alergia a nie to świństwo paskudne… ja właśnie czekam na kolejne wyniki badań, jutro znowu do lekarza… już mnie dość w przychodni mają – ostatnio mi mówią „a Wam co znowu? ” :P
        nie mówiąc o tym, że zalegamy ze wszystkimi szczepieniami, bo wolimy dmuchać na zimne :/

        a cierpliwość matki to faktycznie fenomen… czasami się zastanawiam skąd tych pokładów cierpliwości u mnie aż tyle? o a bieganie z łyżką po całym mieszkaniu to osobny temat – u nas znany i przerabiany :D

        Buziaki dla Was i zdrówka, zdrówka dużo! :*

  2. gosik pisze:

    A mowia,ze cudze dzieci szybko rosna!a tu tyle juz za nami ale jeszcze wiecej przed nami :) my czesto do Madzi mawiamy,ze kiedys taka malutka bylas,tylko spalas i bylo cudnie a teraz 5min ach minuty na pupie nie usiedzi :D ale wiem,ze swiat przed nia jak i z nia jest calkowicie inny ale juz sobie inaczej niewyobrazam zycia!
    lazienka ciagle piekna ale golym okiem pokazuje,ze w domu jest dziecko ;)
    Ps jestesmy po wizycie u lekarza i znow kaszel przez oskrzela :( powoli mamy wizje zrezygnowania z przedszkola…
    pozdrawiamy :*
    ach i te ciuszki mnie ciekawia?

    1. Jejku, jejku z tymi chorobami… u nas na szczęście kaszlu już nie ma wcale, ale w tym tygodniu znowu badania i zobaczymy co dalej… raczej idealne nie będą :(
      z ciuszków wytłumaczyłam się powyżej ;)

  3. Miesiąc temu posprzątaliśmy w salonie. Wszystkie zabawki trafiły do pokoju Niny. Była umowa, że znosi coś, bawi się tym, a potem to coś wraca do swojego pokoju. Minął miesiąc – stoją na dole dwa pudła zabawek – głównie Sarowych.
    Wczoraj zrobiliśmy przemeblowanie. Wysunęliśmy kanapę bardziej na środek, za nią chowając stolik, krzesełko i te nieszczęsne dwa pudła. Usiadłam wieczorem rozluźniona, nic nie plącze się pod nogami. Nie minęła godzina, mówię do M, że te pudła z zabawkami lepiej mi wyglądały przy telewizorze. Moje oczy się przyzwyczaiły. To już nie jest nasz sterylny salon. To jest miejsce, gdzie tętni życie, gdzie każda zabawka niesie ze sobą jakąś opowieść. Kocham to ;))))
    Ps. łazienka wygląda tak samo, tylko, że u nas jedna czarna kaczka i cała kolekcja kubków, kubeczków.

    1. Ja też uwielbiam, kiedy wchodzę do domu i widzę, że tu przed chwilą trwała dobra zabawa… zabawki zaczynają mi przeszkadzać, kiedy nie mogę przejść przez pokój nie potykając się o coś lub nie wbijając sobie czegoś w nogę (to drugie ostatnio częściej się zdarza, bo Po uwielbia maleńkie zabawki, których moje stare oko czasami nie dostrzega ;))…
      a kolekcję kubków i kubeczków w łazience Wam podarowałam, bo naprawdę nie ma na co patrzeć :P

      1. Ja usunęłam wszystkie małe zabawki ze względu na Sarę. Nina jej podrzuca coś do „roboty”, więc nie chcę, żeby pod nieuwagę czymś się zakrztusiła. Już mieliśmy sytuację z naklejkami. Skąd, gdzie, jak i kiedy to trafiło do jej buzi – nie wiem,, ale strachu się najadłam :(((

  4. Filipek70 pisze:

    prawie czasem robi różnicę jak wiadomo :)))))) ważne że zmiana jest na lepsze :)buziaki P.S. jako że mam wirusowy zawrót głowy jest to najkrótsza moja wypowiedź ever!!!!!!!!

  5. Pieknie to napisalas!
    Ja tez sie zastanawialam, jak to moje dziecko bedzie wygladac i czy bede rozczarowana, jak mi sie nie spodoba :D
    To chyba w kazdym domu – porozrzucane zabawki, w kazdym kacie slad dziecka…. :)

    1. no powiem szczerze, że ja byłam ciut rozczarowana tym, że jest łysa jak kolano :D tym bardziej, że na sali leżała ze mną dziewczyna, która miała dziecko o bujnej czarnej czuprynie… ale dzisiaj już nie wyobrażam sobie innej Po ;)

      1. Bujna czupryna nie podobalaby mi sie akurat. Za bardzo zakrawaloby to na malpeczke ;)
        Ale pamietam, ze bylam bardzo zdziwiona moim dzieckiem.
        Swierdzilam, ze ma za duzy nos i palce jak spagetti ;)

  6. o tak małpeczka! cały czas się zastanawiałam co mi przypominają moje zdjęcia z dzieciństwa :P ujęłaś to idealnie ;)
    czyli nie tylko ja wybredna byłam? :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s