wielkie wyjście.

Przyszli rodzice zwykle mają sielankową wizję przyszłości, to co ich czeka zwykle widzą w pięknych barwach i za nic w świecie nie przyjmują do wiadomości, że ich dziecko bardzo zweryfikuje ich wizję rodzicielstwa. Dopóki nie ma się dzieci krytycznie patrzy się na inne szkraby, myśląc, nawet czasami mówiąc „moje dziecko na pewno takie nie będzie!… ja moje dziecko dobrze wychowam, na pewno się TAK nie zachowa…”

A potem dziecko się pojawia na świecie i co? zdziwienie wielkie :) bo ono nie jest takie idealne… tzn. jest bo w oczach rodzica zawsze idealne jest, ale rodzice często nie zdają sobie sprawy, że inni TEGO ICH IDEALNEGO DZIECKA tak nie postrzegają… oczywiście w tym miejscu życzę wszystkim przyszłym rodzicom, aby ich dziecko było idealne i aby każdy to dostrzegał ;)

Jak było w naszym przypadku? podobnie… zanim się Po urodziła miałam przegląd dzieci od tych najgrzeczniejszych po te największe czorty… widziałam nie raz co dziecko potrafi, ale widziałam też wiele sposobów wychowania, więc mniej więcej mogłam stworzyć sobie w głowie swoją strategię wychowania. Miałam też zawsze wrażenie, że mi dziecko spokojne, ułożone i po prostu „łatwe” w wychowaniu się nie trafi, dlatego dzisiaj może z większym spokojem znoszę „wybryki” małej Po.

Tak muszę przyznać publicznie Po jest czasami czortem nie do okiełznania. To że nie je czasami prawie NIC jakoś już przełknęłam, to że do niedawna potrafiła budzić się kilkanaście razy w ciągu nocy też już przebolałam, to że ciężko czasami zapanować nad jej nastrojami też jakoś znoszę… ale to, co przytrafiło się nam w niedzielę to mnie wprowadziło w stan wielkiej konsternacji.

Do tej pory wszystko co najmniej w zachowaniu Po mi się podoba zwykle przerabialiśmy w domu, był więc czas na rozmowę, na tłumaczenie, na mówienie jak się zachować powinna. Kiedy wychodziliśmy „do ludzi” Po była dzieckiem ułożonym, spokojnym i nad wyraz dobrze wychowanym. Dlatego kiedy w niedzielę zamiast spaceru wybraliśmy kawę w restauracji nie myślałam, że będzie TAKA tragedia. Na spacer iść się nie dało, bo wiał tak okrutny wiatr, że głowa chciała odłączyć się od tułowia. Pomyśleliśmy więc, że kawa w knajpce, w której jest też plac zabaw dla dzieci będzie idealnym sposobem na to, żeby wyjść z domu. Niestety po dokładnych oględzinach tego miejsca porzuciliśmy ten pomysł z kilku powodów, ale nie o tym miało być, więc się rozpisywać nie będę. Poszliśmy więc tam, gdzie zwykle chodzimy, w miejsce, które Po zna, w miejsce gdzie ZAWSZE Po zachowywała się idealnie.

i się zaczęło… najpierw tatusiowe mohito wylądowało na stole… ale tu duża wina taty, więc Po nie obwiniam… potem zaczęła urządzać sobie biegi drąc się na całe gardło „uciekłam im”… potem zaczęła się drzeć – nie to że płakać, drzeć się mówiąc nam, że śpiewa… nastąpiła więc chwila, kiedy już powoli należało zmieniać miejsce pobytu… no i tu już osiągnęła apogeum swych możliwości… za żadne skarby nie chciała się ubrać krzycząc „BOLIIII”… kiedy po kilku biegach za nią w końcu ją ubraliśmy, stwierdziła, że nie będzie chodzić, tylko jeździć na tyłku… więc wychodząc ciągnęłam ją za rękę, a ona „jechała”…

I powiem szczerze, że gdybym taką akcję zobaczyła z boku to pewnie pomyślałabym sobie wiele, a na pewno nie to, że Po potrafi się „zachować”… wszystkie oczy były skierowane na nas i pewnie jeszcze długo byliśmy komentowani… ja chciałam spłonąć ze wstydu, eM twierdził, że nic się nie dzieje, a Po miała świetną zabawę, bo cały czas się chichrała widząc moje przerażenie w oczach…  zrobiliśmy więc jeszcze krótki spacer i wróciliśmy do domu, gdzie WSZYSTKO wróciło do normy… ja tylko zostałam z pytaniem, na które nie potrafię sobie odpowiedzieć sama… co zrobię jak takie akcje będą się powtarzać? nie wiem.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

chciałam tylko jeszcze dodać, że Po ma na sobie tunikę uszytą przez ciocię i sweterek zrobiony przez babcię, czyli nasz standardzik ostatnio ;) a żeby skończyć optymistycznym akcentem to powiem tak: WIOSNA! a takie śliczne cebulki narcyzów przyniósł mi wczoraj mój mąż, który poszedł do sklepu po coś na kolację ;)

10

Reklamy
wielkie wyjście.

42 uwagi do wpisu “wielkie wyjście.

  1. Pewnie to bunt dwulatka, my jesteśmy teraz na etapie buntu trzylatka i tak wkółko:)
    A może babcia i ciocia Po szyją na zamówienie? Jestem zauroczona strojem z poprzedniego postu, ubranka w dzisiejszym też cudne….
    Pozdrawiamy:)

    1. dlatego ja do definicji buntu nie przywiązuje się za bardzo, bo zawsze można zwalić na bunt… tylko czy tędy droga?

      Babcia ostatnio robi tylko na zamówienie ;) a ciocia? myślę, że jakbym z nią ładnie porozmawiała… ;)

      Pozdrawiamy :)

  2. Z boku i w teorii wszystko jest piękne i kolorowe. Prawda jest taka, że u wszystkich dookoła widzi się wszystko. Największe problemy są z dostrzeżeniem wad u siebie. Mam tak samo. Boje się co to będzie z nami na tym świecie ;)

  3. nemi pisze:

    Zgadzam sie w 100% z tym co napisałaś we wstepie.
    Co do zachowania Po w kawiarni, wspolczuje…Pewnie to jednorazowy wybryk, moze bunt 2 latka.
    Moja Julka jest znatury grzeczna i ułożona, ale w ostanim czasie zdarzają jej się objawy buntu.
    Sweterek uroczy!

    1. mam nadzieję, że to jednorazowy wybryk, nauczył mnie on wiele, odpowiednie wnioski wyciągnęłam i po prostu wiem już jak zachowam się na raz nastopny…
      dziękujemy :)

  4. achh czyli nie tylko u nas tak jest,odrazu lzej na sercu;)
    moja diablica to potrafi scenki robic,szczegolnie kiedy mamy isc do domu np z placu zabaw,jak byla na gorkach to wszyscy juz sobie poszli a ta ciagle jeszcze raz!i placz,ze wszyscy patrza na mnie jak na wyrodna matke!od pukac w sklepie nie robi zadnych scenek,ze chce to i juz!!!choc czasem jest przekupstwo jakims jedzonkiem :)
    No i pieknie cie maz rozpieszcza :)!
    Ps 3maj jutro kciuki,chyba wyjasnimy co Madzi dolega…wieczorkiem napisze maila co i jak a poki co odwazylam sie i zrobilam maly krok w blogowym swiecie… :) zobaczymy co z tego wyjdzie.
    Pozdrawiamy :*

    1. Maly Kopciuszek pisze:

      heh jestem zakrecona i wyszlo,ze ciemna jestem w te klocki :p
      jak to zwykle ze mna bywa cos namieszalam ale z pomoca przyszedl maz i juz chyba wszystko bedzie ok

  5. Nina przechodzi bunt 2-3 latka. Właśnie niedawno komentowałam inny blog i przyznałam się szczerze, że nie wiem, jak z nią rozmawiać. Nie mam pomysłów. Skutkuje jedynie straszenie, że jak nie chce spać, to niech idzie na dwór, bo przeszkadza innym. Ale później zauważyłam, że przez moją głupotę zaczęła budzić się w nocy z płaczem. Doszłam do wniosku, że nie tędy droga, trzeba spokojniej, trzeba tłumaczyć, ale jak, kiedy ręce opadają, bo na każde moje dwa słowa, ona odpowiada 2 zdaniami. Zawsze musi postawić na swoim.
    Akcje w stylu płaczu w miejscach publicznych też przerabiamy. A to w sklepie, bo ona chce coś słodkiego, a to w centrum handlowym, bo ona chce jeździć na tych wszystkich badziewiach. Ale zauważyłam, że skutkuje informowanie jej, co ma nastąpić – przed sklepem tłumaczę jej, że nie mam pieniążków, więc nie kupię jej nic słodkiego. Nie mówię, że nic wtedy nie chce, ale wszystko odbywa się mniej dramatycznie.
    W centrum handlowym pozwalam wybrać tylko jedną karuzelę.
    Mówię, jak będzie wyglądał dzień, gdzie idziemy, co robimy. Przede wszystkim, ze nie wezmę jej na ręce, bo jest ciężka. Jakoś dajemy radę ;-)
    Powodzenia.

    1. A my właśnie jeszcze nie mieliśmy nigdy sytuacji, że koniecznie mam jej coś kupić, bo będzie płacz, nigdy nie upierała się, nigdy nie sprawiała takich problemów (i mam nadzieję, że takich nie doświadczymy)… owszem są sytuacje, gdzie się przy czymś uprze, ale krótka rozmowa, przekierowanie jej uwagi na inne tory i można jej wszystko wybić z głowy… no chyba, że jest śpiąca i głodna to wtedy do niej żadne argumenty nie trafiają, ale wtedy wiem, że muszę to inaczej „załatwić”…

      a sytuacja w restauracji to była dla niej świetna zabawa, po prostu ;) a że nie to miejsce i nie ten czas… no cóż… sami ją tam zabraliśmy…

  6. khym khym… nie chcę mówić „a nie mówiłam”, że zacznie się ;) :P
    ale mówiłam, prawda? mówiłam! ;P a w zasadzie pisałam przy poście o urodzinach. Typowy bunt dwulatka Wam się zaczyna jak nic.
    Przejdzie.
    Zatem dużo cierpliwości Ci życzę, spokoju i głuchoty, gdy będziesz próbowała doliczyć do dziesięciu ;)
    Oj co u nas się działo czasem…
    Buziaki! :*

    1. nemi pisze:

      Proszę nie straszyć biednej Pauliny;)
      Nie każde dziecko przechodzi bunt 2 czy 3 latka. Może Pomialo jednorazowy wybryk.
      Moja 2, 5 letnia Julka jakdo tej pory zbuntowala sie dosłownie kilka razy i to w bardzo łagodny sposób, bez krzyków, płaczu czy rzucania na ziemię.
      Tak, wiem…że but może przyjść później, ale nie musi:) Więc trzymam kciuki, żeby moje dziecko pozostało aniołem!

      1. Ja też uważam że nie ma co zwalać winy na jakieś bunty.
        Moje dziecko ma prawie 5 lat i także nie przechodziło żadnego buntu o którym tak głośno.
        Owszem były syt.gdzie rozmowa była potrzebna bo zachowanie nie na miejscu ale było to jednorazowe.Tak więc ja sądzę że każde dziecko jest inne tak i każdy dorosły człowiek jest inny.Każde dziecko reaguje inaczej itd.

  7. dziewczyny! ja się nie boje, nie martwię i nie rwę włosów z głowy z myślą co to teraz będzie ;) Po nigdy aniołkiem nie była, więc już do rożnych sytuacji mnie zdążyła przyzwyczaić… z resztą tej sytuacji nie mogę nazwać buntem – dla niej to była świetna zabawa po prostu – biegała, śpiewała, a że wszyscy na nią patrzyli a rodzice prosili, aby ciszej się zachowywała to była w swoim żywiole – mogła pokazywać swe umiejętności :)

    mnie przeraziło najbardziej to, że ona mnie nie słucha, że robi sobie z nami co chce… próbowałam spokojnie dać jej do zrozumienia, że tak się nie powinna zachowywać, ale on nic sobie z tego nie robiła… znam rodziców, którzy daliby dziecku klapsa i sprawa byłaby pewnie dla nich zakończona… z resztą ludzie, którzy na nas patrzyli pewnie też się takiego kroku z naszej strony spodziewali… bo niestety pokutuje cały czas przekonanie, że z dzieckiem nie należy rozmawiać tylko je bić i wtedy będzie się „dobrze zachowywać”… a że my spokojnie próbowaliśmy ją uspokoić no to wyszliśmy na „dziwaków” co to dziecko rozbrykane wzięli do restauracji a do tego nie potrafią go odpowiednio zdyscyplinować… z boku wyglądaliśmy jak rodzice, którzy nie potrafią sobie z wychowaniem dziecka zupełnie poradzić,a dziecko „wchodzi im na głowę”…

    1. Z tymi buntami to jest różnie. Ja odnoszę wrażenie, że jak się Ninie zagospodaruje czas w 100% to nie ma chwili na bunt. Ale kto tak potrafi, no kto? Także, jak się nudzi to demonstruje co potrafi… Paulinko, ja bym się w ogóle nie przejmowała tym, co mówią ludzie… Ja przy Ninie do roku byłam „mądra” bo nie miałam z nią większych problemów – widziałam błędy innych mam. Po roku się zmieniło + później Sara dała popalić. Teraz rozumiem wszystko – rozumiem płacz dziecka w autobusie, rozumiem rzucanie się na podłogę w sklepie, rozumiem kołysanie do snu, spanie z dzieckiem. To są etapy, na które nie mam wpływu. Możemy je łagodzić, dziecko nas sprawdza, sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Działają emocje. Ono dojrzewa. Zaczyna pracować wyobraźnia. Dla niego to też jest trudny okres.

      1. no właśnie, właśnie… kiedy doświadczy się samemu, na własnej skórze bunt własnego dziecka to inaczej się patrzy na niektóre sytuacje… mnie nie jest już w stanie nic zdziwić – ani to że dziecko skacze po całym samochodzie w czasie jazdy, ani to że „roznosi” całą restaurację ani to że rzuci się ze złością na środku sklepu… nie dziwię się, nie patrzę z dezaprobatą, a nawet czasami staram się jakoś pomóc mamie, która w takiej sytuacji się znajdzie…

        jednak to że ja jestem tolerancyjna dla takich zachowań nie oznacza, że inni są… niestety… i naprawdę było mi wstyd, że nie potrafiłam nad Po zapanować… widząc spojrzenia tych ludzi wiedziałam dobrze co oni sobie o nas myślą ;) i chociaż zwykle nie zwracam uwagi na to, co ktoś o mnie mówi to w sytuacji gdy pomyślę sobie, że ktoś o mnie mógł myśleć „zła matka” no nie było mi do śmiechu…

  8. Hahaha! No, wyjscie naprawde bylo wielkie!
    Mamy mnostwo takich wyjsc za soba. Zaczelo sie juz w wieku niemowlecym… Arie na cala restauracje, konczace sie z chwila opuszczenia przybytku. Albo bieganie po lokalu, zaczepianie ludzi, tance, hulanki, swawole. A przeciez jestesmy ulozonymi ludzmi ;o) I w sumie nie wiem, jak na to reagowac. Zwykle staram sie zachowac zimna krew i nie dolewac oliwy do ognia. Ale jesli sytuacja zaczyna sie byc dla mnie wstydliwa, nie ma „zmiluj sie”.
    Majac bogate doswiadczenie w tej dziedzinie, zawsze mamy rozne gadzety w torbie, zeby Sara zajela sie czyms SPOKOJNIE, PRZY STOLE. Ostatnio nosimy ze soba kieszonkowego „Chinczyka”.

    1. ja właśnie doświadczenie zaczynam zdobywać i już wiem, że na następny raz KONIECZNIE muszę wziąć ze sobą coś co Po pozwoli usiąść w miejscu przez chwilę :) dziękuję za podpowiedź! każda taki głos dużo daje!

  9. Filipek70 pisze:

    u mnie pomagało liczenie do trzech …zresztą do tej pory działa :))))))))))))) pamiętam jak kiedyś Kuba non stop zdejmował czapki ,chustki i co tam mi zostało na głowę jego …i topił je w basenie ….a że basen w samym prażącym słońcu ,a parasol musiał posłużyć tego dnia jako parawan od wiatru ,to zależało mi żeby jednak coś na głowie miał ….. w miarę jak kończyły mi się suche nakrycia głowy ,kończyła mi się cierpliwość :))))) no i wtedy padło to: liczę do trzech i jak nie przestaniesz wychodzisz z basenu …..oczywiście nie przestał he,he …podobnie jak Pola nieźle nawet się bawił :)))
    a że suchych nakryć zbrakło i co ważniejsze słowo się rzekło ….policzyłam z basenu wyjęłam i posadziłam go w domu na wersalce na minutę …coś zadziałało jak przy karnym jeżyku :)))) potem jak coś mu do głowy przyszło mówiłam bo liczę do trzech !!!!!!!NAPRAWDĘ DZIAŁA …DO TEJ PORY !!!!!!

      1. Filipek70 pisze:

        no to jeśli nie jeżyk to już nie wiem :)))))))))) na pociechę dodam grzeczne dzieci choć kochane to jednak na dłuższą metę nudne życie z nimi ….rozrabiaka dostarcza niezapomnianych wspomnień :))))))

  10. Filipek70 pisze:

    aha parę razy trzeba było tylko nie rzucać tych słów na wiatr !!!!! całusy dla artystki śpiewającej :)))

  11. Brzmi znajomo i to aż za bardzo.. Pola powiedzmy, że chociaż, powie co robi, my niestety musimy się jeszcze trochę domyślać, a że pomysły ma przeróżne moja dziecinka to główkujemy i to ostro ;D

    1. oj jak ja się cieszę, że Pola już mówi… owszem czasami za dużo i nie zawsze to, co ja bym chciała, ale mówi ;) ileż życie jest teraz ciekawsze, łatwiejsze i weselsze ;)

      ale doczekacie się i Wy! cierpliwości :)

  12. gdyrozumspi pisze:

    Jak jeszcze studiowałam. To taka znana Pani (Psycholog Dzieci) powiedziała,że w takich sytuacjach nie ma przebacz i ty musisz to jawnie „olewać”. Musisz być twarda, nie ugięta i nie dać dziecku poznać,że to Cie rusza,że przejmujesz się.
    np, jak dziecko by Ci się „tarzało” po podłodze w supermarkecie masz nie reagować i odejść oczywiście nie tak,żeby stracić dziecko z oczu. Ale,że takim zachowaniem nie wymusi jakiejś reakcji u Ciebie, nie dostanie uwagi jakiej chce otrzymać.
    A jak jest to nie wiem, bo nie testowałam tej metody, nie mam swoich jeszcze dzieci, a w pracy ich za dużo,aby w bezpieczny sposób nie reagować

    1. Mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat. Brak reakcji jest najlepszą reakcją. I tego staram się trzymać, chociaż czasami nie jest łatwo. A najbardziej brak mojej reakcji „boli” ludzi stojących i patrzących z boku :/

      a dlaczego ja się do ciebie dostać nie mogę, co?

  13. serdunio pisze:

    ja cie nie chce straszyc… :) ale osobiscie watpie ze jednorazowy wybryk :) dzieciaki maja wielka wyobraznie. zwlaszcza takie „zywe sreberka”. moja akurat buntu dwulatka nie miala, charakterna jest od urodzenia w zasadzie, w sklepie potrafi tantrum zrobic i dzis (a od wieku w ktorym takie cos sie mialo zdarzac minelo juz ladnych pare lat ;) ), uparciuch z niej okrutny…
    cierpliwosci zycze :) podejrzewam ze to my sie bardziej do takich rzeczy przystosowujemy niz dzieciaki sie zmieniaja…. przynajmniej ja tak z autopsji zauwazam ;)

    1. no właśnie Pola to też raczej z tych bardziej „charakternych”, więc wiem, że co rusz będzie nam nowe atrakcje stwarzać :) ale tak jak mówisz, w końcu rodzice się przyzwyczajają… a pierwszy raz po prostu był szokiem dla nas :)

      Pozdrawiamy!

  14. Paulinko ja Ci powiem szczerze że wolę dzieci które mają małe różki a nie są aniołkami które posadzisz i tak będzie siedziało przez 2 godziny.Dziecko to dziecko.Uwielbiam takie żywe Skarby z rozwianym włosem ;) Moje dziecko jest żywe, ale nie mam z nią problemów.Umie się zachować i w domu, i w przedszkolu i w miejscu publicznym ale…ale nie jest idealna bo nie ma takowych dzieci.Czasami mi coś odpowie brzydko, albo nie słucha się kiedy o coś proszę ale są to takie banalne rzeczy jednak takie że uwagę zwrócić należy.Może Po miała gorszy dzień? Może dostałam jakiejś głupawki? No cóż zdarza się przecież.Dziecko to mały człowiek ktory ma swoje złe dni, humorki itd.Grunt to nie dawać się wmanewrować w takie coś, należy tłumaczyć że nie wolno…itd.Ciężka jest rola rodzica ale prędzej czy później do dziecka trafi.Każde dziecko jest także inne więc nie ma co porównywać że moje to takie i takie nie robi a Twoje to takie …bla bla bla.

    Zobaczysz minie ten okres tylko nie ma co się dawać, Po zapewne sprawdza Was i bada grunt na ile może sobie pozwolić ;)

    Pozdrawiamy :*

  15. Wiesz, co? Gdybym była świadkiem takiej sceny, to pomyślałabym tylko jedno- jak dobrze, że nie spuściliście jej lania. Bo to jest polski standard- uderzyć dziecko za to, że się dobrze bawi. Ulżyło mi, że piszesz, że nie wiesz, co zrobić w takich sytuacjach, bo tak naprawdę większość z nas nie wie, a nawet jeśli wie, to w natłoku dziecięcego krzyku nie zawsze umie się nad tym zastanowić.

    1. Jak dobrze, że są TACY ludzie jak Ty…
      przeraża mnie fakt, że tak wiele ludzi na około mnie powtarza „bo jakbyś jej przylała…” nie rozumiem czemu dla tak wielu ludzi agresja wobec dziecka jest czymś naturalnym…
      jak można bić dziecko? jak można bić kogokolwiek?

  16. Ja przyznam, że reaguję od razu w kryzysowych sytuacjach w restauracji. Nie ma „olewania”, bo wiem, że ludzie przyszli tam zjeść, a nie patrzeć na fochy mojego dziecka. ;) Może to niepedagogiczne, ale kilkukrotne wyjście od razu na dwór podziałało i Daniel wie, że jesteśmy tam, aby zjeść, a szaleć może wszędzie indziej. W sklepie nie było na szczęście większych scen. Różki pokazuje, kiedy mu się nudzi ;) to w sumie stały proceder – wtedy „głuchnie” na wszystkie prośby.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s