List(y) do M…

Podejść do napisania (albo inaczej – stworzenia!) tego listu było kilka. W sumie powstały dwa – jeden prawie cały przez mamę wykonany, bo „mamo ty napisz, a mi Mikołaj prezent przyniesie”. W końcu jednak po długich negocjacjach pt. „każdy musi sam, bo inaczej Mikołaj się obrazi i nic nie przyniesie” Po stworzyła swój pierwszy w życiu list do Świętego Mikołaja. Na pierwszej stronie narysowała swe marzenie (a mama je opisała – tak dla jasności), a na drugiej firmowy znak rozpoznawczy Małej Po – potwór! Pozdrawiamy wszystkie ciocie, które potworami są już zasypane ;) Mikołaja nie zasypiemy, bo matka w porę kredki odebrała!

1

2

3

4

5

6

Marzenie dotyczące podarków miała od dawna sprecyzowane. JÓŹOWA HUJAJNOGA. Nic więcej. Chociaż pod nos podsuwałam jej setki propozycji – marzenie się nie zmieniało. Więc cóż było czynić matce (ups! Mikołajowi!)? Znaleźć najcudniejszą różową hulajnogę jaką kiedykolwiek ktoś wyprodukował ;) sprostałam wyzwaniu jakie przede mną postawiło me dziecko?

7

8

9

A będą przy pisaniu listów – polecam Waszym dłoniom, sercom i umysłom Robótkę:

robótka

Kliknijcie w obrazek a dowiecie się wszystkiego!

A ja tymczasem biegnę kończyć nasze kalendarze adwentowe! Miłego dnia! i pamiętajcie o Robótce!

List(y) do M…

Gdzie ta zima?

Jeszcze wczoraj tęskno patrzyliśmy za okno wypatrując choćby płatku śniegu… a tu nic tylko deszcz i deszcz… plucha, szarość, ciemność… pewnie gdyby nie Po i jej energia, którą trzeba gdzieś wyładować nie wyszlibyśmy z domu wcale… ale po długim ociąganiu się, zaopatrzeni w ciepłe kurki i buty oraz szpachelkę i kask, wyruszyliśmy w końcu na spotkanie z deszczem, wiatrem i listopadem, który pokazał swe prawdziwe oblicze…

A po cóż nam była szpachelka ktoś zapyta? a po to, aby mech ładnie oddzielić od podłoża ;)
A po cóż Po był kask potrzebny? o nie, nie! nie dlatego, że na wózku uprawia ekstremalną jazdę :) Po miała jechać na rowerze, ale z tego pomysłu szybko zrezygnowała (lenistwo zwyciężyło!), ale kask pozostał na głowie jako świetna ochrona przed deszczem ;)

1

2

3

4

5

6

8

Zmarznięci, przemoczeni,  z koszem wypchanym po brzegi mchem wróciliśmy do domu – pod ciepły kocyk, na gorącą czekoladę, na przytulańce różnorakie… rozłożyłam nasz dywanik z mchu na tarasie, aby sobie sechł, aby móc z niego już w piątek tworzyć nowe cuda ( dlaczego w piątek? niebawem się pochwalę)… a tu coraz mocniej leje, zimno coraz bardziej daje się we znaki, kaloryfery na 5… „jutro będzie padał śnieg!”…

8

i wiecie co? cudny, biały krajobraz przywitał nas dzisiaj rano! tak ładnie, tak czysto, zupełnie inaczej niż wczoraj! z niecierpliwością czekałam kiedy Po się obudzi i to zobaczy! radość w jej oczach, niedowierzanie malujące się na twarzy – dla takich chwil warto żyć, naprawdę! Magia w czystej postaci!

Zdjęć nie ma, bo nie chciałam urody tych chwil zmącić pstryknięciami migawki aparatu ;)

Gdzie ta zima?

duet.

Duet dziecko + pies to chyba jeden z tych duetów, które nigdy mi się nie znudzą. Uwielbiam patrzeć na relacje jakie wytworzyły się między Małą Po i Klamotem. Ich zabawy, ich „rozmowy”, ich czułości – tego nie da się opisać, to trzeba po prostu zobaczyć :) Oni kochają się bezwzględnie i bezgranicznie – Po idąc do sklepu prosi zawsze, aby kupić jakiś „psysmacek dla Kjamotka”, a Klamot codziennie rano w momencie, gdy tylko usłyszy, że Po już się obudziła biegnie do niej obsypać ją swoimi „buziakami”…

Kiedy Po dostała pierwszy zestaw LEGO DUPLO okazało się, że jest w nim miniaturka Klamotka :) a jak wiadomo o pieska trzeba dbać – więc oprócz tego, że pieska nakarmić trzeba, pobawić się z nim, to trzeba też z nim od czasu do czasu wyjść na spacer… więc takie spacery raz na jakiś czas zaliczamy, ale zdziwiłby się ten kto myśli, że to tylko ciągnięcie zabawki na sznurku… przy każdym krzaczku zatrzymać się trzeba, aby piesek siku zrobił, potem trzeba na chwilkę pieska ze smyczy spuścić, aby się wybiegał, a nawet na rączki wziąć kiedy się zmęczy… za każdym razem kiedy Po zaczyna odgrywać dorosłe role zadziwia mnie jej wyobraźnia i to z jaką dokładnością potrafi odegrać to, co na co dzień widzi… dzieci to dużo lepsi obserwatorzy otaczającego świata niż nam dorosłym mogłoby się wydawać…

1

2

3

4

5

6

7

To był chyba już ostatni spacer z serii tych ciepłych… teraz to tylko czekać na zimę i inne radości związane z tą porą roku :) naprawdę już powoli zaczynam śniegu wypatrywać! a Wy?

duet.