o podróżowaniu.

Mała Po od kilku dni pisze maile do „śwoich dziewczynek”, testuje nową walizkę, cieszy się swoim pierwszym dokumentem tożsamości (który w końcu udało nam się wyrobić po perypetiach urzędowych), opowiada wszystkim, że będzie lecieć samolotem… jednym słowem przed nami mała podróż ;)

A rodzice? mierzą walizki, które jak na złość okazują się być o 2 cm za szerokie (czemuż nas to nie dziwi?), organizują całą logistyczną operację jaką jest dotarcie na lotnisko (a okazuje się, że wcale to nie jest takie proste, kiedy chce się tam dotrzeć środkami transportu publicznego), no i przede wszystkim stresują się tym jak podróż zniesie Mała Po…

Pierwsze symptomy choroby lokomocyjnej pojawiły się u niej, kiedy miała zaledwie kilka miesięcy… i od tamtej pory każda podróż samochodem (ewentualnie autobusem, którym jechała raz w życiu) jest dla nas wielkim wyzwaniem… jadąc w dłuższe (konieczne!) trasy faszerujemy ją jedynym skutecznym aviomarinem, po którym poznać jej nie mogę :( jest osowiała, ospała – zupełnie jak nie ona… dlatego to już jest ostateczna ostateczność i stosujemy ją naprawdę w sytuacjach wyjątkowych… inne specyfiki nie działają – przetestowaliśmy wszystko co można dostać w polskich aptekach, a nawet w aptekach poza granicami naszego kraju, bo dobrzy ludzie, co rusz nam coś podsyłają do przetestowania… już nawet w mej desperacji zaklejałam jej pępek (co wydaje mi się równie głupie jak skakanie na jednej nodze przed podróżą), oczywiście nie pomogło…
Każda przejażdżka (bo tego nawet podróżą nie da się nazwać!) przed którą Mała Po nie dostaje aviomarinu kończy się po ok. 5 minutach niemiłą niespodzianką. I nie przesadzam tu nic a nic! 5 minut – tyle wytrzymuje i przekonał się o tym już niejeden niedowiarek, który miał „przyjemność” z nami podróżować ;)

Sami więc rozumiecie dlaczego tak bardzo się teraz stresuję. Podróż przed nami długa, najpierw autobus, potem samolot, potem samochód… ogólnie kilka dobrych godzin… a ja już zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że ją na takie przeżycia wystawiam świadomie i dobrowolnie… z drugiej strony przez ostatnie lata rezygnowaliśmy z wszelkich wyjazdów właśnie ze względu na jej chorobę, więc może w końcu pora stawić jej czoło i zobaczyć jak to jest wspólnie podróżować?

Pełno obaw we mnie, pełno sprzecznych uczuć, bo z jednej strony cieszę się tak bardzo, a z drugiej tak bardzo się boję jak sobie z tym wszystkim poradzimy, jak Mała Po zniesie lot samolotem… jedno jest pewne ona się cieszy bardzo, i chociaż chyba nie do końca sobie zdaje sprawę z tego gdzie i do kogo jedziemy to jest mocno podekscytowana :) a ja nie chcąc mącić jej radości moimi obawami po prostu chowam je do kieszeni i liczę, że wszystko pójdzie po naszej myśli, a 13 w piątek okaże się dla nas bardzo szczęśliwym dniem ;)

1

2

Zdjęcia zrobiłam już jakiś czas temu przy okazji wyrabiania dowodu osobistego, powstała całkiem duża seria min poważnych przeplatanych tymi „głupawkowymi”. I mimo, że było ich sporo mieliśmy problem, aby do dowodu wybrać to odpowiednie, ale udało się!

PS. Wszelkie dobre rady w sprawie podróżowania z dzieckiem cierpiącym na chorobę lokomocyjną chętnie przyjmę. Szczególnie zależy mi na podzieleniu się doświadczeniem w kwestii podróży samolotem. Z góry za każdą radę dziękuję!

Reklamy
o podróżowaniu.

11 uwag do wpisu “o podróżowaniu.

  1. slupek1 pisze:

    Paula …ja z Kubą miałam bardzo podobnie przez jakiś czas …u nas to chyba wynikało ze stresu ,bo Kuba raz nam zwymiotował ponieważ w aucie było dużo osób ,zrobiło się duszno ,a tuż przed wyjazdem zjadł serek ..no i wystarczył ten raz żeby potem historia się powtarzała …..a po aviomarinie miał taką samą reakcję jak Pola …..na pewno musisz zadbać o to żeby jej się duszno nie zrobiło ,jakiś wiatraczek na baterie np..ja woziłam wodę gazowaną i dawałam Kubie na drogę ..popijał sobie po trochu ,,odbijało mu się i było ciut lepiej .starałam się odwracać mu uwagę od samej podróży ,mówiąc, a pamiętasz jak fajnie się bawiłeś z Zuzią … albo coś śmiesznego z bajek czy książeczek mu przypominałam…..nie mógł patrzeć przez boczną szybę podczas jazdy więc starałam się go sadzać tak żeby mógł patrzeć miedzy fotelami na wprost …..a z metod o których słyszałam, to podobno pół godziny przed wyjazdem powinno dać się dziecku wody z cytryną ..przy okazji możesz ściemnić ,że to taki magiczny płyn żeby się nie robiło niedobrze podczas jazdy :)
    no to udanej wyprawy kochani !!!!!trzymam kciuki !!!!

  2. Ho, ho! Pocieszam. Dzieci czesto usypiaja w samolocie. Podczas startu, gdy roznica cisnienia, wciskam w dziob lizaka. Podobno mozna kupic imbirowe dla kobiet w ciazy i wymiotnikow :) Ladowanie bywa chyba trudniejsze. Ale od czego papierowe torebki! No i w zaleznosci od dlugosci lotu odpowiednia ilosc atrakcji poupychana po kieszeniach lub w plecaku podroznika: gry, ksiazeczki, kredki w podroznym formacie.
    U nas tez przekaski, ale te zwykle znikaja juz w drodze na lotnisko :)
    Zdania podzielone. Jedni mowia, by karmic i poic. Drudzy, zeby tylko wode. Nie mam pojecia. Wode zawsze dobrze miec przy sobie (szczegolnie jesli lecicie tanimi liniami) i wilgotne chusteczki, i tshirt na zmiane, i stary recznik (co to nie szkoda go wyrzucic) na wypadek, gdyby przytrafil sie paw, a znak ‚prosze zapiac pasy’ nadal sie swiecil.
    Aaaa… taki paw lotniczy przydarza sie rowniez bez ostrzezenia. Czego doswiadczylam siedzac kiedys kolo pewnej pieciolatki… Cudem nie zostalam trafiona. A samolot chyba prosciej bylo spalic niz posprzatac ;) Personel mi zaimponowal, bo nawet okiem nie mrugnal.
    Bedzie dobrze!

  3. Znam Twój strach o podróż, u nas Blanka nie wymiotowała – na szczęście – za to dostawała szału na widok auta i przypięcia pasami. Pół Jej pokoju zabierałam (dla zabicia czasu) ze sobą a to i tak g…uzik pomagało. Marne pocieszenie, ale siostrzenica z miejsca robi się zielona jak ją tylko sadzają w aucie, przekręca się kluczyk i Młoda wymiotuje :( Co do samolotu nie masz co się martwić, lizaki na start i lądowanie powinny zdać egzamin. Nic przyjemnego z tym przytykaniem uszu, więc swoje opory przed słodyczami miałam gdzieś i kupuje teraz gumy, żelki, lizaki itp. bo to i wtedy pomaga i zajmuje Młodą. Aha i książeczki z naklejkami i kolorowankami to u nas strzał w dziesiątkę, więc polecam. Buziaki Dziewczyny :* Po podekscytowana taką wyprawą jeszcze Cię zaskoczy i będziesz się nudzić ;)

  4. No my nic niestety nie pomozemy, Gabi jezdzi i lata bez zadnych problemow, majac roczek byla najgrzeczniejszym dzieckiem w samolocie, ale obym tego nie powiedziala w zlej godzinie bo za miesiac tez wyruszamy na wypoczynek samolotem:-)

    Trzymam kciuki by wszystko poszlo gladko:-)

    Buziaki

  5. U nas też już po 5 minutach jest płacz Agatki, że boli ją brzuszek i źle się czuje. Aviomarin pomaga. Nic więcej nie dawaliśmy. Z tym pępkiem to jest tak, że nico starsze dzieci nastawiają się psychicznie, że skoro mają zaklejony, a to pomaga, więc nie marudzą, bo to jest tzw „podświadomość” ;)

  6. Ja miałam w dzieciństwie tak, jak Pola. Dosłownie 5 minut wystarczyło (sprawiło to, że rodzice w 1 klasie szkoły podstawowej przenosili mnie do innej szkoły, bo do tamtej dojazd autobusem trwał 7 minut i to było o wiele za dużo, jak dla mojego brzucha). Jeśli Cię to pocieszy- wszystkie wspomnienia z dzieciństwa i podróży to dla mnie przyjemność- mimo atrakcji, czyszczenia samochodu, wymiotowania przez okno itd. dla mnie to nie było zmartwienie- pewnie bardziej to moi rodzice przeżywali. I u Was pewnie też tak będzie, że to Wy się martwicie, a Polcia się w razie czego do Was przytuli i i tak się będzie cieszyć :)

    A tak poza tym, zdradzisz nam, gdzie lecicie? :))

  7. Irka pisze:

    A ja, jak zwykle mam wyrzuty sumienia, że nie odpisałam, że nic a nic nie wsparłam Cię słowem. Myślami jestem przy Tobie i 13 -stego też byłam, i myślę jak Ty to zniosłaś, jak mała PO ; wierzę, ze bawicie się świetnie!!!! Wierzę, że powrotna podróż będzie spokojna! Trzymajcie się dzielnie!

  8. Aga pisze:

    Witam.Kiedy moja Maja byla mala(obecnie ma 9 lat) wejscie do samochodu oznaczalo jedno.Poszlam wiec do lekarki,ktora ja znala i spytalam,moze aviomarin.Na co lekarz odmowilprzy alergiku i polecil mi prosty sposob godzine przed jazda uzupelnic witamine c(sok z czarnej porzeczki itp.) albo cos slodkiego np. lizaka.Maja uwielbia jazde samochodem,pociagiem i tramwajem zawsze mam lizaki i sok z czarnej porzeczki.Choc ostatnio jechala do Warszawy ze swoja druzyna i powiedziala:mama daj spokoj,przeciez ja jestem prawie dorosla.dam sobie rade.Powodzenia Aga z Krakowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s