o dniu pełnym kwiatów.

Rozkład jazdy PKP sprawdzony. Ba! nawet skonsultowany z infolinią. Plan dnia ułożony. Obserwowanie każdej chmurki na niebie zaliczone. Wszak nie wiadomo z której zacznie padać. Jedziemy do  Chochołowskiej. Na krokusy. Nawciągać się górskiego powietrza na zapas. Wyjazd planowany od dawna, obowiązkowy punkt programu w kwietniu.
Ale waham się jeszcze. Zastanawiam. Bo ta pogoda taka nie do końca wyraźna. A dla nas każda wycieczka wiążąca się z tym, że musimy pokonać choćby kilometr to jak wyjście na Kilimandżaro co najmniej. Dlatego w końcu od niechcenia rzucam:

„Polciu a Ty byś wolała POCIĄGIEM (tu znacząco zmieniam głos, bo pociągi to jej miłość) na krokusy jechać czy jednak do parku na lody?”

Spodziewam się jedynej słusznej odpowiedzi, która utwierdzi mnie w przekonaniu, że nasz plan na spędzenie niedzielnego popołudnia jest dobry. Wszak park to ma na co dzień jeśli chce, a lodów nie lubi jakoś szczególnie mocno.

„A na truskawkowe lody?”
„No też mogą być truskawkowe…” odpowiadam i wiem, że chyba się nam plany właśnie zmieniają.
„To chce do parku!”

Więc poszliśmy. Było kwietnie i świetnie ;) A krokusy pewnie za rok…

12345678910111213

 

o dniu pełnym kwiatów.

o inauguracji sezonu.

Nie przeszłyśmy po czerwonym dywanie. Nie wręczono nam na jego końcu wielkich nożyczek, którymi mogłybyśmy przeciąć wstęgę. Nie było fanfar ani oklasków. Nie było też kreacji godnych tych okoliczności.
Szłyśmy po zielonym dywanie. Ptaki wyśpiewywały swe melodie. Rzuciłyśmy tonę kamieni do rzeki. Kijem podzióbałyśmy w ziemi. Przyjrzałyśmy się dokładniej budzącej się przyrodzie. Wybiegałyśmy się w końcu. Naładowałyśmy baterie słoneczne zamontowane na czubku naszych głów.
Taka to była inauguracja sezonu. Sezonu wiosennego. Sezonu cienutkich rajstop, rozpiętych kurtek i zwiewnych sukienek. Sezonu na długie spacery, na wiatr we włosach, na ładowanie akumulatorów. Fajny sezon przed nami. Zdecydowanie.

12345678910

o inauguracji sezonu.

O robieniu czegoś z niczego. Czyli krótkie zrób to sam do pokoju dziecięcego.

Pokój dziecięcy to chyba najlepsze miejsce do spełniania się w dziedzinie ZPT tudzież ZRÓB TO SAM lub inaczej z obca brzmiącego DIY. Jak zwał tak zwał. Ogólnie chodzi o wszelkie zajęcia, które prowadzą do zrobienia czegoś z niczego.
Jako że na nasze ostatnie zmiany w pokoju Małej Po miały być takimi z serii – wydaj jak najmniej a zrób tak aby efekt był zadowalający, trzeba było zakasać rękawy i zrobić coś samemu. Jak się rozpędziłam to zrobiłam w sumie całkiem sporo. I na gipsowaniu oraz malowaniu ścian nie zakończyłam.
Dzisiaj pokażę Wam 3 szybkie metamorfozy, które można wykonać szybko bez wydawania na nie fortuny. A efekt wydaje mi się być całkiem zadowalający.

METAMORFOZA NR 1.

1Na zdjęciu tego nie widać, ale nasze abażury były już zżółkłe od słońca i po prostu było widać już, że nie są pierwszej nowości. Dlatego postanowiłam się nimi trochę zająć.
Najpierw je pomalowałam. Farbą do drewna, bo taką akurat miałam. Spisała się nieźle ;)
2
Następnie je ciut przyozdobiłam. W pierwszej wersji myślałam, że dodam im pomponiki, ale w końcu stanęło tylko na bawełnianych koronkach. Dla urozmaicenia w dwóch kolorach. Jednak przy ozdabianiu można naprawdę puścić wodze fantazji i zaszaleć znacznie bardziej,

3Metamorfoza może nie jest spektakularna, ale wg mnie teraz wyglądają dużo lepiej, więc ogólnie warto było.

456

METAMORFOZA NR 2.

7Teraz na warsztat bierzemy pudełka po butach. No kto ich w domu nie ma? Ja mam przynajmniej pół szafy, bo przecież wiadomo, że się przydać mogą ;)
Z pudełek tych zrobiłam pudełka na drobiazgi małej dziewczynki. Bo kto jak kto, ale małe dziewczynki takich drobiazgów mają zawsze całe multum. Spineczki, laleczki, koniczki, figureczki wszelkie, brokaciki, cekinki… no czy muszę więcej wymieniać? zatem aby zachować ład w tym całym asortymencie najlepiej uporządkować to w pudełkach. A w jakich najlepiej się wszystko układa? w różowych oczywiście!
Materiały wybrała Mała Po, a potem ja poszłam na żywioł no i chyba się udało. Mała Po zadowolona w każdym razie i swoje skarby skrzętnie już ułożyła w pudełeczkach. Jednak w związku z tym, iż całkowicie improwizowałam to dokładnej instrukcji nie będzie.
Jednak jeśli ktoś chciałby się porwać na takie przedsięwzięcie to trzeba pamiętać, aby przygotować sobie dość dużo materiału, bo wchodzi go zdecydowanie więcej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. co jeszcze? ja zrobiłam pudełka, które mają wieko połączone z pudełkiem właściwym, jednak wymagało to większych komplikacji z mojej strony. Można pójść na łatwiznę i po prostu okleić wieko a następnie przykryć pudełko i darować sobie guziczka oraz pętelkę. Wygląda także fajnie, roboty zdecydowanie mniej.
Nasze wyszły tak jak poniżej. Ale coś czuję że powstaną jeszcze dwa na drobiazgi dużej dziewczynki ;)

891011METAMORFOZA 3.

Kolejny sposób na przechowywanie drobiazgów. Znany i lubiany. Od dawna mi się podobał i w końcu mi się udało go zrealizować. Chociaż łatwo nie było, bo Mała Po za żadne skarby nie chciała oddać figurek, które były niezbędne ;) Drogą przekupstwa się udało. Miało być 5 słoików, ale udało się mi wynegocjować tylko 3 figurki. Zatem są 3. Z nadzieją na więcej w przyszłości.
Jako że nie chciałam inwestować pieniędzy w 3 kolory farby, wykorzystałam lakiery do paznokci. Zaryzykowałam i udało się. Efekt taki jak miał być, a nie wydałam na to przedsięwzięcie ani grosza.

12

131415

***

A teraz coś z serii ogłoszenia parafialne: wiosna to czas porządków, więc na dniach coś dorzucę do mojej wyprzedaży garażowej. Polecam się więc  ;)

O robieniu czegoś z niczego. Czyli krótkie zrób to sam do pokoju dziecięcego.