skórzana rocznica.

dzisiaj mija nam kolejna rocznica naszego ślubu…
bardzo lubię wracać pamięcią do tamtego dnia, bo jakby na to nie patrzeć był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu… był  dokładnie taki jak sobie go wymarzyłam, piękny ślub u podnóża Tatr a potem zabawa do białego rana, kilka dni później wymarzona sesja w górach… i choć lało okrutnie, a ja byłam cała zmarznięta, bo do ślubu jechaliśmy góralskim landem to i tak wspomnienia mamy bardzo ciepłe :)

wiem, że kilka osób czekało na te zdjęcia, więc mam nadzieję, że zaspokoiłam ciekawość :)

skórzana rocznica.

górska zagadka

Jeśli Wam się jeszcze nie znudziło to pomęczę Was jeszcze zdjęciami…
Ale tak żeby wprowadzić element zaciekawienia większego to mam zagadkę: w jakiej miejscowości byliśmy? :)
Ci co wiedzą mają siedzieć cicho – myślę tu szczególnie o Asi ;)
kto poda prawidłową odpowiedź jako pierwszy dostanie ode mnie mały drobiazg…

podpowiedzi poniżej…

taki widok z okna towarzyszył nam na co dzień:

tu oprócz mojego błogiego lenistwa widać także małą podpowiedź – coś dla uważnych, spostrzegawczych i umiejących łączyć fakty ;)

i jeszcze troszkę naszych przyjemności, choć tu już podpowiedzi nie ma żadnej ;)

a tu przyjemności małej Po, która siedziała przy tej latarni i namiętnie ściągała te ptaszki… w końcu trzeba było ptaszki pochować, bo wyszła by z restauracji ze wszystkimi ;)

i jeszcze ciut folkloru góralskiego, który uwielbiam… ale właśnie tu, w górach, w innych miejscach razi mnie dość mocno, tym bardziej, że w chwili obecnej nadużywany jest dość mocno przy aranżacji wnętrz…

obraz, który zachwyca mnie już od dawna… rama ze starych góralskich okiennic – pomysł wg mnie świetny… idealna oprawa do obrazów tworzonych na szkle… widziałam ich już kilka i każdy jest świetny… ale tez wymaga odpowiedniego miejsca do powieszenia… przypuszczam, że w naszym mieszkaniu wyglądałby kiepsko… inaczej sprawa ma się na ścianie z bali…

została mi jeszcze jedna partia zdjęć, więc zapraszam jutro na moje ostatnie wspomnienia z… ;) skąd? już ktoś wie?

górska zagadka

kapliczka.

Jest takie miejsce, gdzie przychodzić uwielbiam… odkąd pamiętam przychodziłam tam z mamą, potem sama, potem z mym mężem, który mężem jeszcze nie był,  mieliśmy tam nawet mini sesje poślubną, aż w końcu przyprowadziłam tu małą Po…

 

jakieś 30 minut spacerkiem pod górę i mamy przed sobą całą panoramę Tatr, z Giewontem na pierwszym planie, a za sobą ponad stuletnią kapliczkę… kiedy robiliśmy tu zdjęcia po swoim ślubie kapliczka była w remoncie, dzisiaj prezentuje się tak…

pod tymi drzwiami mam też zdjęcie zrobione ponad 20 lat temu, siedzę na nim taka skulona, malutka z warkoczem do pasa…

Po ani warkocza nie ma, ani skulona nie siedzi ;) ona raczej z tych co usiedzieć nie mogą…

i jak tu nie kochać tego miejsca? no jak?

wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że spędzimy tam jeszcze dwa tygodnie tych wakacji…

i choć morze mi się marzy mocno to patrząc na te zdjęcia już tęsknię za górami…

 

jutro kolejna dawka zdjęć, zapraszam :)

 

kapliczka.