o wirujących liściach.

…bo mogę odpuścić poranną, ciepłą kawę. Mogę darować sobie długą, aromatyczną kąpiel w wannie. Mogę zrezygnować z chwili spędzonej tylko z książką. Mogę nie ugotować zupy dyniowej z imbirem. Mogę nawet nie kupić sobie nowego jesiennego swetra…
…ale jest taka rzecz, której jesienią nie odpuszczę. To spacer w parku. Spacer wśród wirujących liści. Spacer, z którego wraca się z kieszeniami pełnymi kasztanów i żołędzi oraz liśćmi we włosach. Taka nasza świecka tradycja, którą kultywujemy od bardzo dawna…

…i mimo że czasu ostatnio naszego wspólnego tak mało, mimo że dni coraz krótsze, a czasami wcale z domu wychodzić się nie chce to spacer jesienny być musi. Musi i już. Bez niego jesień się nie uda.

12345678101113131415PS. A jeśli już powoli myślicie o zimie to zapraszam do moich wyprzedażowych zakładek. Coś niecoś dorzuciłam, a w planach mam jeszcze więcej ;)

o wirujących liściach.

o wszystkich odcieniach jesieni.

No i się zaczęła. JESIEŃ.
Ulubiona pora roku. Uwielbiam, ale mówiłam już o tym nie raz, więc powtarzać się nie będę.
Lubię i tą złoto-kolorową ze zdjęć i tą szarą, która dzisiaj za oknem.

Ostatnie dni wygrzewałyśmy razem z Małą Po nasze buzie w słonku siedząc całymi dniami na tarasie. Przy okazji odganiałyśmy wszystko co złe, a zostało wyrządzone przez jakiegoś paskudnego wirusa, który nam się przyplątał.

Zaowocowało to mnóstwem zdjęć, które właśnie na tarasie naszym zrobiłam. Bo muszę Wam powiedzieć, że lubię to miejsce najbardziej jesienią. Wtedy kiedy słońce już tak mocno nie przygrzewa, a liście mienią się tysiącem barw, wtedy jest najprzyjemniej. Kubek gorącej kawy, koc, coś do czytania i można siedzieć tak pół dnia…

Uchwyciłam więc te piękne, jesienne chwile, aby w taki dzień jak dzisiaj zagrzać się od tych zdjęć. Mam nadzieję, że i Wam ciut cieplej się zrobi, kiedy na nie spojrzycie!

12345678910111213141516171819212223

o wszystkich odcieniach jesieni.

o jesiennych przyjemnościach.

Wszyscy jeszcze śpią. Wstaję wcześniej, żeby włosy zdążyć umyć i wysuszyć przed wyjściem, i kawę zrobić w większym kubku, aby móc się jej smakiem dłużej cieszyć. Cisza błoga przerywana odgłosami z klatki schodowej – szybkimi krokami sąsiadów, którzy już biegną do pracy. A ja jeszcze nie muszę, jeszcze chwilka i u nas też zacznie się krzątanina. Ale jeszcze nie teraz. Teraz jest czas żeby zerknąć za okno, za którym drzewa kolorowe-jesienne w mgłę otulone. Po raz kolejny się zachwycam i cieszę się, że jestem właśnie tutaj. W tym miejscu. W tym momencie życia. Naprawdę się cieszę…

Klamot skuczy, chce na spacer, Mała Po już przeciąga się na łóżku, zaraz otworzy oczy i krzyknie „ja też!”, a eM jak zwykle powie, że się nie wyspał… kolejny dzień czas zacząć…

Zaraz mgła opadnie, zaświeci słońce, a kiedy popołudniu pójdziemy na spacer można będzie szurać liśćmi i kolory zliczać, a tyle ich będzie, że palców jednej dłoni nie starczy. I kiedy w końcu ziąb do domu nas zapędzi to nie będzie nic piękniejszego jak schowanie się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Wieczór taki miły będzie, z zapalonymi świecami w tle, kasztanami, przutulańcami… taki jesienny…

1

2

3

4

5

6

7

9

10

11

12

13

A jutro być może trzeba będzie kalosze na nogi założyć i biec po kałużach z parasolem w ręku. I słońca nie będzie wcale, a tylko deszcz nieprzyjemnie obijający się o twarz. Ale to nic. Bo przecież po takim dniu znowu najprzyjemniej będzie opatulić się kocem, zapalić świece, może farby wyciągnąć tym razem, a może raczej plastelinę?

… bo jesień się lubi albo nienawidzi. Ja zdecydowanie należę do obozu, który jesień kocha miłością bezgraniczną. I nie ważne czy ona złota czy szaro-bura. Najważniejsze, żeby potrafić wyciągnąć z tej pory roku jak najwięcej przyjemności. Jesiennych przyjemności.  My czerpiemy z niej całymi garściami.  Mam nadzieję, że zanim śnieg spadnie i o zimie zacząć trzeba będzie mówić, ja jesień ukażę z każdej przyjemnej strony.

o jesiennych przyjemnościach.