o wszystkich odcieniach jesieni.

No i się zaczęła. JESIEŃ.
Ulubiona pora roku. Uwielbiam, ale mówiłam już o tym nie raz, więc powtarzać się nie będę.
Lubię i tą złoto-kolorową ze zdjęć i tą szarą, która dzisiaj za oknem.

Ostatnie dni wygrzewałyśmy razem z Małą Po nasze buzie w słonku siedząc całymi dniami na tarasie. Przy okazji odganiałyśmy wszystko co złe, a zostało wyrządzone przez jakiegoś paskudnego wirusa, który nam się przyplątał.

Zaowocowało to mnóstwem zdjęć, które właśnie na tarasie naszym zrobiłam. Bo muszę Wam powiedzieć, że lubię to miejsce najbardziej jesienią. Wtedy kiedy słońce już tak mocno nie przygrzewa, a liście mienią się tysiącem barw, wtedy jest najprzyjemniej. Kubek gorącej kawy, koc, coś do czytania i można siedzieć tak pół dnia…

Uchwyciłam więc te piękne, jesienne chwile, aby w taki dzień jak dzisiaj zagrzać się od tych zdjęć. Mam nadzieję, że i Wam ciut cieplej się zrobi, kiedy na nie spojrzycie!

12345678910111213141516171819212223

o wszystkich odcieniach jesieni.

szurając liśćmi…

Wracając wczoraj z pracy moim oczom ukazały się bieluteńkie góry… weszłam do mieszkania, okazało się, że jest w nim ciut zimniej niż zwykle… sprawdziłyśmy więc z Po komisyjnie czy kaloryfery są ciepłe… były :) jakież zdziwienie Po było wielkie, kiedy okazało się, że kaloryfer, który zwykle był zimny – nagle jest przyjemnie cieplutki :) kilka razy biegała sprawdzać czy to na pewno prawda… a wieczorem po kąpieli pokazałam jej jak wspaniale można wykorzystać ciepło kaloryfera… powiesiłam ręcznik i jej piżamkę, aby się zagrzały chociaż troszkę, a po wyjściu z wanny wytarłam ją w taki ciepluteńki ręcznik – dotykała go kilka razy :)  ale największym zdziwieniem był fakt ciepłej piżamki na jej maleńkim ciałku… dzisiaj rano efekt ciepłych ubranek z kaloryfera powtórzyłyśmy – i znowu pisk radości :) więc chyba rytuał z mojego dzieciństwa stanie się też ulubionym rytuałem Po…

dzisiaj rano na czerwona kreska widoczna na termometrze spadła w rejony dawno nie odwiedzane… -2 stopnie…  zimno… ale to takie przyjemne zimno… takie zimno, które przepowiada, że po południu będzie piękny, słoneczny dzień… np. taki jak w sobotę… jakże przyjemnie przeglądało mi się dzisiaj te sobotnie zdjęcia, kiedy rano za oknem ludzie chodzili opatuleni szalikami, a mi takie ciepło biło z monitora…

zapraszam do ogrzania się w naszym jesiennym słońcu razem z nami, zapraszam na spacer, na którym obowiązkowo należy szurać liśćmi :)

miłego popołudnia i wieczoru!

szurając liśćmi…