o majowych dniach.

Kiedy odbiera się telefony z pytaniem „gdzie jesteś?”, czyta maile w stylu „co się z Wami dzieje”, a ostatnie komentarze na blogu upominają mnie to oznacza, że dawno mnie tu nie było. Ano nie było. Bo powiem Wam szczerze, że rzeczywistość potrafi być wciągająca. Wyciąga swe macki po nas i wciąga nas z sił całych. Na tyle mocno trzyma, że nawet nam się walczyć z nią nie chce.

Marzec i kwiecień miałam mocno pracowity. Były takie tygodnie, że pracowałam od rana do nocy siedem dni w tygodniu. Minuty i godziny uciekały mi tak szybko, że nawet ich nie zauważałam. Dlatego postanowiłam, że maj to będzie miesiąc kiedy dam sobie trochę oddechu i ponadrabiam zaległości z życia. Idealnym przyczynkiem ku temu był fakt, że maj zaczyna się wolnymi dniami. I to nie tylko dla mnie, ale też dla wszystkich członków naszej rodziny. Zatem pobyliśmy razem, zwiedziliśmy trochę świata, przemierzyliśmy trochę kilometrów jako rowerzyści, odpoczęliśmy na naszym ulubionym tarasie… był czas na wszystko co przyjemne… zatem zostawiam Was z naszymi zdjęciami majowych chwil… i obiecuję, że będzie mnie tu teraz więcej! i jak zwykle zapraszam na  instagram. To chyba jedyne miejsce w sieci, gdzie udaje mi się ostatnio być na bieżąco ;)1

Ps. Tipi widoczne na zdjęciach jest na sprzedaż. Gdyby ktoś był zainteresowany to zapraszam ;)

o majowych dniach.

o czarach.

Dzieciństwo to czas, w którym czary dzieją się dnia każdego. Każde zjawisko jest magiczne, każdą niezrozumiałą sprawę można magią nazwać, i wszystko można wyczarować. Dziecko nie szuka na siłę logicznych wyjaśnień i rozwiązań, dziecko przyjmuje to, co się na około niego dzieje z dziecięcą naiwnością, która niestety z dnia na dzień jest coraz mniejsza… wierzy w Świętego Mikołaja, krasnoludki, wierzy też w czary… i dopóki wierzy jest szczęśliwym dzieckiem, które ma piękne dzieciństwo pełne magii…

Ostatnio Mala Po coraz częściej zaczęła wspominać, że chciałaby różdżkę taką, którą mogłaby czarować… koniecznie „jóźową ze śrebrnym”! i tak w mojej głowie zrodził się pomysł, aby jej coś wyczarować! ja chciałam wyczarować „drewutnie”, o której kiedyś już pisałam. Jednak pomimo pertraktacji z eM, całej masy ustępstw na jakie byłam w stanie pójść, długo godzinnych debat – nie udało się! w pewnym momencie jednak   doszliśmy do pewnego konsensu. Zamiast drewnianego domku dla małych dziewczynek, który już w mojej wyobraźni stał na naszym tarasie, postanowiliśmy postawić tipi, które jest bardziej mobilne, które można w każdej chwili złożyć i schować, które równie dobrze będzie służyć za magiczną kryjówkę ;) znalazłam więc to, które nam najbardziej odpowiadało i pokazałam małej Po – bez wahania wybrała to „jóźowe z motylkami”, a oczy się jej zaświeciły z radości…

Zamówiliśmy więc a na następny dzień kurier zapukał do drzwi w wielkim pudłem! I wtedy zaczęła się prawdziwa magia… Mała Po została podstępem wyprowadzona na spacer, ja zwolniłam się ciut z pracy i pobiegłam co sił w nogach do domu… rozłożyłam tipi (jak umiałam najlepiej, teraz już wiem, że z błędami, ale kto by wtedy czytał instrukcję?), do  środka wrzuciłam poduszkę (której Po wcześniej nie widziała), malutką paczuszkę (która skrywała jeden z wymarzonych prezentów) i różdżkę, którą „wyczarowałam” wcześniej (idealna nie jest, ale wymogi małej Po spełniła, a mało tego – czaruje!!)… cały taras i tipi obsypałam cekinami (czyt. magicznym pyłem) i powiem Wam szczerze, że wyglądało to cudnie :)

Zostawiłam to wszystko na tarasie i poszłam po Małą Po, która była pewna, że mama właśnie wróciła z pracy… po 1893 zjeździe ze zjeżdżalni udało mi się ją w końcu zaprowadzić do domu… długo nie zauważała tego co się na tarasie stało, aż w końcu dostrzegła fragment tipi przez okno… wybiegła i stanęła jak wryta! oczom uwierzyć nie mogła! czary! przyszła wróżka, sypnęła pyłem i wyczarowała jej domek, i różdżkę zostawiła, i prezent… i wszystko to takie och i ach! czary! magia!

Nigdy jej takiej szczęśliwej nie widziałam! nigdy! Zdjęcia nawet w połowie nie oddają tej eksplozji radości, która wtedy wybuchła :)

1

2

3

4

5

6

8

9

10

10

11

13

14

15

15

W czarach pomogło mi NunuNu – muszę to napisać, bo tipi jest przepiękne, do tego cudownie opakowane, drobny dopisek ręcznym pismem i lizak w cudownej oprawie – to właśnie magia, która i mi pozwoliła na chwile poczuć się dzieckiem! dziękujemy!

PS. a z materiałów, które zamówiłam przy okazji wkrótce „wyczaruje” coś Ciocia Asia ;)

o czarach.